pobyt w szpitalu

Pobyt w szpitalu psychiatrycznym a ubezpieczenie w NFZ

— Chcę się zabić. To nie są pogróżki mające na celu uzyskanie większej ilości atencji. Nie, ja naprawdę chcę się zajebać i wiem, że to zrobię, jak tylko stąd wyjdę. Dlatego tu siedzę i wyrzyguję z siebie te wszystkie brudy. Nie wierzę, że mi pomożecie, ale widziałam efekty terapii innych i wierzę, że osiągnięcie normalności jest możliwe globalnie. Chociaż mi pewnie nic nie jest w stanie przywrócić woli życia. Gdyby mnie nie było, byłoby lepiej — relacjonowałam swoje problemy lekarce. 

pobyt w szpitalu

Nie dostawałam informacji zwrotnych. Kobieta w białym fartuchu słuchała po prostu o moich próbach samobójczych, tendencjach do samookaleczeń, skłonności do odurzania się lekami z grupy benzodiazepin, opiatami, trawką i wszystkim, co wpadło w moje łapska. Robiła notatki, od czasu do czasu racząc mnie jakimś pytaniem. Wreszcie oświadczyła czym i jak zamierza mnie leczyć. Postanowiła, że włączy mi do lekowej diety tramal — miałam silne objawy abstynencji, ponieważ lekarstwo to już dawno przestało mi służyć jako doraźny wygaszacz bólu, zaczęłam go regularnie przedawkowywać, wpadając tym samym w jeszcze głębszą lekomanię. 

Pobyt w szpitalu psychiatrycznym a ubezpieczenie w NFZ

— Nie mam ubezpieczenia. Jedyne umowy, jakie podpisuję z pracodawcami, mają charakter cywilno-prawny. Czy pobyt na oddziale może pogrążyć mnie finansowo? — zapytałam. 

Otrzymałam odpowiedź, która nieco mnie uspokoiła. Otóż w określonych przypadkach opieka psychiatryczna w Polsce jest darmowa. Jeśli zachodzi podejrzenie o to, że stan pacjenta może zagrażać życiu innych lub jego własnemu istnieniu, nie należy martwić się o koszt podjętego leczenia. W takiej sytuacji znajdowałam się ja — od dawna nie świecę się na zielono w systemie eWUŚ, jednak jako że zgłosiłam się w chwilę przed podjęciem decyzji o rezygnacji ze swojego życia, nie musiałam martwić się o to, że brak ubezpieczenia mógłby stanowić jakiekolwiek problem. Ustawa o zdrowiu psychicznym jasno mówi o tym, że ubezpieczenie NFZ nie jest konieczne zarówno w trakcie hospitalizacji na ogólnych oddziałach zamkniętych, odwykach, jak i otwartych, gdzie prowadzone są różne procesy terapeutyczne. Natomiast globalnie należy wspomnieć, że dotyczy to osób chorych lub upośledzonych, a nie jedynie zaburzonych, czy znerwicowanych (chyba że sytuacja może zagrażać życiu, co dotyczy np. pacjentów po podjętych próbach samobójczych). 

Psychiatryk

Art. 10. ochrony zdrowia psychicznego prezentuje się następująco:

Zwolnienie od opłat za świadczenia w zakresie psychiatrycznej opieki zdrowotnej

1.Za świadczenia zdrowotne w zakresie psychiatrycznej opieki zdrowotnej udzielane osobie z zaburzeniami psychicznymi przez świadczeniodawcę, który zawarł umowę o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej, o której mowa w art. 132 umowa o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej ust. 1 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz. U. z 2019 r. poz. 1373, z późn. zm.), zwanej dalej „ustawą o świadczeniach”, nie pobiera się od tej osoby opłat.

2.Osobom z zaburzeniami psychicznymi przebywającym w szpitalu psychiatrycznym przysługują bez pobierania od nich opłat, produkty lecznicze, wyroby, o których mowa w ustawie z dnia 20 maja 2010 r. o wyrobach medycznych (Dz. U. z 2020 r. poz. 186), środki pomocnicze oraz środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego, o których mowa w ustawie z dnia 25 sierpnia 2006 r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia (Dz. U. z 2019 r. poz. 1252 oraz z 2020 r. poz. 284 i 285).

3.Osobom z zaburzeniami psychicznymi przysługują także produkty lecznicze, wyroby medyczne oraz środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego określone w wykazach, o których mowa w art. 37 obwieszczenie o wykazach refundowanych leków, środków i wyrobów medycznych ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych (Dz. U. z 2020 r. poz. 357), w zakresie kategorii, o której mowa w art. 6 kategorie dostępności refundacyjnej ust. 1 pkt 1 lit. b tej ustawy, zakwalifikowane do odpłatności zgodnie z art. 6 kategorie dostępności refundacyjnej ust. 2 tej ustawy.

Badanie ogólnego stanu zdrowia

Niedługo po rozmowie z psychiatrą, zgłosiła się po mnie internistka. Jej zadaniem było sprawdzenie mojego ogólnego stanu zdrowia. Mierzenie ciśnienia, poziomu cukru, a także reakcji neurologicznych, przy których jak zwykle zamiast dotknąć nosa, wsadziłam sobie palec wprost do oka. Lekarka zapytała również, czy może wykonać badanie piersi. Oczywiście się zgodziłam. Stanęłam przed nią naga i wtedy usłyszałam komentarz, iż najwyraźniej dość mocno i gwałtownie straciłam na wadze. Faktycznie, w trakcie nieco ponad miesiąca schudłam ponad dziesięć kilogramów, jednak nie było to konsekwencją zmiany trybu życia na zdrowszy, a raczej sporej ilości stresu i braku możliwości normalnego jedzenia. Odrzuciło mnie od niego, jadłam tylko tyle, aby nie mdleć przy wykonywaniu kolejnych kroków. 

Spotkanie z internistką nie było ostatnim kontaktem z lekarzem tego dnia. Zaraz po wyjściu z gabinetu spotkałam psycholożkę, która zaprosiła mnie na rozmowę. Tutaj znów tak naprawdę musiałam nowo wyrzucić z siebie ten cały emocjonalny śmietnik. Kobieta nie wzbudziła mojego zaufania. Była klasycznym przykładem psychologa zdającego się nie słuchać wynurzeń pacjenta, jaki co jakiś czas zadaje pytanie w stylu „I jak się z tym czujesz?” proforma. Obiecałam sobie jednak, że żeby nie wiem co, będę z gronem medycznym współpracować i spróbuje okiełznać swoje własne demony, które od dłuższego czasu skutecznie rujnowały moje życie. Opowiedziałam  o wszystkim, otworzyłam się na tyle mocno, że chwilami ogarniało mnie przerażenie, iż wcisną mi w papiery schizofrenie. Co prawda nigdy nie miałam do czynienia ze słyszeniem głosów, ale jednak przeżyłam kilka sytuacji z gatunku takich, jakie zaprezentowano w szajsowatej serii „Paranormal Activity”. 

W końcu powiedziałam coś, co wydaje mi się kluczowe, jeśli chodzi o moje problemy psychiczne. Jestem cholernie inteligentną dziewczyną, co w tym konkretnym przypadku jest bardziej wadą, aniżeli zaletą — znam i rozumiem większość mechanizmów pozwalających walczyć z moimi zaburzeniami, kłopot pojawia się natomiast wtedy, gdy je zrozumiem. Wówczas niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko przestaje działać. Psycholożka zanotowała kilka rzeczy, poinformowała mnie, że jestem obserwowana pod kątem choroby afektywnej dwubiegunowej, mimo iż do szpitala przyjechałam ze skierowaniem, na którym drukowanym literami było napisane „borderline”. Później wróciłam na oddział. 

Ubezpieczenie a psychiatryk

Hospitalizacja w dobie COVID-19

W dobie koronawirusa oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym jest wyjątkowo parszywym miejscem. Nie dość, że sam w sobie jest dość obskurny i przypomina niektóre lokacje z Silent Hill’a, to jeszcze żywe są obostrzenia dotyczące możliwości spacerowania po terenie parku wokół szpitala i odwiedzin. O ile kwestie z bezpośrednim kontaktem z osobami z zewnątrz potrafię zrozumieć, o tyle kiszenie się kilkudziesięciu ludzi na jednym oddziale wydaje się bardziej niebezpieczne pod kątem możliwości zakażenia wirusem, od wypuszczenia tej wesołej gromadki na podwórko. Efekt jest taki, że pacjenci są skazani na całodzienne siedzenia w szpitalnych murach, gdzie największą atrakcją jest przesiadywanie na palarni. Te osoby, z których zostanie zdjęty ścisły rewers, mogą wyjść o 11:00 na półgodzinny spacer w towarzystwie terapeutki, a jak komuś dobrze polosuje to dostaje gratisowe trzydzieści minut od 17:00 do 17:30. W weekendy wychodzić z oddziału można tylko raz, o ile ma się w karcie wpisane wspomniane wcześniej wolne wyjścia. 

Nie ma odwiedzin. Jedyny sposób na to, żeby spotkać się z kimś bliskim to pójście pod bramę szpitala w czasie spaceru. Wówczas zza czterech krat i w towarzystwie gumowych uszu ochroniarzy można wymienić między sobą kilka zdań. O kontakcie fizycznym nie ma mowy — żadnego przytulania się czy pocałunków. Moje pierwsze spotkanie tego typu przeżyłam naprawdę mocno. Na przemian chciało mi się płakać z bezsilności i radowałam się, że po kilku tygodniach w końcu mogłam zobaczyć znajomą twarz i porozmawiać inaczej niż za pośrednictwem telefonu, czy messengera. 

szpital psychiatryczny

Jak jest w szpitalu psychiatrycznym?

Byłam objęta rewersem przez ponad dwa tygodnie. Dodatkowo mieszkałam w sali obserwacyjnej, czyli takiej, gdzie jest całodobowy monitoring. Wszystko ze względu na zgłaszanie zamiarów samobójczych. Kiedy Wielki Brat patrzy, jak zmieniasz majtki, granice wstydu zaczynają się mocno przesuwać. Podobne uczucie wywołuje to, gdy musisz załatwiać swoje potrzeby przy uchylonych drzwiach łazienki, ponieważ w żadnej nie działają zamki, nie można ich nawet zatrzasnąć. Biorąc prysznic też trzeba być przygotowanym na czyjeś wejście. Oddział ogólny charakteryzuje się tym, że przyjmuje się tam bardzo zróżnicowane przypadki. Są tam ChADowcy, schizofrenicy, osoby z zanurzeniami osobowości, depresją, dystymią. Nie brakuje także osób z demencją i innymi mniej lub bardziej poważnymi problemami. 

Taki klimat nie działa terapeutycznie. Na oddziałach zamkniętych głównym celem jest ustawienie pacjentów do pionu — lekarze starają się po prostu dobrać leki w taki sposób, aby ich funkcjonowanie w rzeczywistości stało się łatwiejsze. Ja dostałam cały pakiet uspakajających i nasennych medykamentów, których celem było wyciszenie mnie choć odrobinę. Dzięki temu jakoś udawało mi się przetrwać czas w izolacji. Nie obeszło się jednak od niezłamania wewnętrznego regulaminu. 

szpital psychiatryczny

Oderwana od rzeczywistości

Mam problem polegający na tym, że w moim umyśle tworzą się swoiste fugi. Widzę poszczególne kafle zdarzeń, ale nie mam pojęcia, co było w przestrzeni znajdującej się pomiędzy nimi. Pijąc, czy biorąc jakieś substancje psychoaktywne, można by to zrzucić właśnie na nie, jednak w szpitalnych warunkach jestem zupełnie trzeźwa. 

Pamiętam, jak wypaliłam papierosa, a potem wyszłam z palarni. Usiadłam pod jedną z korytarzowych ścian. Objęłam głowę dłońmi tak, jakbym zaraz miała się rozpłakać. Potem pamiętam tylko zakrwawione nadgarstki. Nie wytrzymałam presji, nie uniosłam tego bagażu emocjonalnego. Jednak nie wiem, kiedy i jak zdecydowałam się na zrobienie sobie krzywdy. Odrzuciłam to, czym się okaleczyłam, rozejrzałam się dookoła siebie — byłam w łazience. Zaczęłam szlochać. Spojrzałam na widok za oknem, pogoda dopisywała. Ja jednak nie miałam prawa poczuć promieni słonecznych na swojej skórze. Byłam, czy raczej czułam się jak więzień. Spojrzałam raz jeszcze na rozprute nadgarstki. Postanowiłam zmierzyć się z rzeczywistością. Poszłam do dyżurki pielęgniarek.

— Dzień dobry, chyba zrobiłam sobie coś złego… — wydukałam łamiącym się głosem. Wezwano lekarza do konsultacji, owinięto mi ręce bandażem. Podano lek, po którym spałam niemalże dobę. 

Mia Yakashtam

Piszę o pobycie w szpitalu psychiatrycznym oraz o swojej własnej walce z zaburzeniami osobowości typu borderline i chorobie afektywnej dwubiegunowej.

Jeśli odczuwasz, że stoisz na krawędzi lub potrzebujesz pomocy specjalistów z innych powodów, skorzystaj z poniższych linków/telefonów:

www.autoagresywni.pl — w ramach wsparcia;

800 70 2222 — całodobowy telefon (dyżurują psychologowie);

116111 — telefon wsparcia dla dzieci i młodzieży;

116 123 — telefon wsparcia dla dorosłych;

800 108 108 — wsparcie dla osób będących w żałobie;

http://www.pogotowieduchowe.pl — pogotowie duchowe (całodobowe);

http://www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki-interwencji-kryzysowej — ośrodki interwencji kryzysowej;

815 346 060 — całodobowy telefon zaufania

Nie bój się prosić o wsparcie i pomoc!