pobyt w psychiatryku

A Ty za co tu jesteś? Pierwsze chwile w psychiatryku

— Dzień dobry — usłyszałam delikatny głos pielęgniarki. Nakryłam kołdrą głowę tak, żeby zrozumiała, iż nie przyszła do mnie w odpowiednim momencie. W końcu właśnie spędziłam swoją pierwszą noc w psychiatryku i nie należała ona do najlepszych. Zasnęłam późno. Pomyślałam wtedy: jak ta kobieta w białym fartuchu w ogóle miała czelność budzić mnie o szóstej rano, gdy dopiero co udało mi się zmrużyć oczy? 

dwubiegunówka

Nie ma spania!

— Dzień dobry, nie zasłaniamy się! Wstajemy, trzeba zrobić badania — tym razem w głosie dało się słyszeć nieco więcej stanowczości. Zwlokłam się z łóżka. Moje ruchy przypominały to, jak poruszają się zombie w niskobudżetowych produkcjach, czyli były w nienaturalny sposób ociężałe. Włożyłam na stopy moje Superstar’y. Buty były bez sznurówek, zarekwirowano mi je podczas przyjmowania na oddział. Moim zdaniem większe zagrożenie dla życia stanowił brak sznurowadeł, ponieważ niewiele brakowało, abym na wstępie potknęła się o spadającego ze stopy buta. 

— Tutaj ma pani pojemniczek na mocz, proszę za chwilę podejść do gabinetu zabiegowego. Pobierzemy krew, zbadamy poziom cukru i zmierzymy pani ciśnienie oraz tętno — pielęgniarka wyrecytowała to niczym regułkę, którą policjanci muszą wypowiedzieć w chwili złapania złoczyńcy. Dokładnie tę regułkę, o której nagminnie zapominali główni bohaterowie filmu „21 Jump Street”. 

Od razu pomyślałam, że naprawdę szczerze nie lubię pobierania krwi. Boję się igieł, co może wydawać się śmieszne, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż w pewnym momencie mojego życia nosiłam ponad czterdzieści kolczyków w swoim ciele. Nie było jednak rady. Rękaw w górę, głowa w drugą stronę i „jakoś to będzie”. 

Po zabiegu wróciłam do pokoju. Miałam nadzieję zasnąć jeszcze na kilka chwil, ale szybko okazało się, że w szpitalu wszyscy kładą się spać przed 22:00, a wstają w kilka chwil po 7:00. Rozejrzałam się po pokoju. W pomieszczeniu o metrażu około 25 metrów kwadratowych mieściło się sześć łóżek. Na każdym był rozłożony koc o przypadkowej kolorystyce. Ściany były żółte, ale farba ta była położona na tyle dawno, że przypominała wnętrze pokoju wieloletniego palacza. Do tego oczywiście urocza lamperia, która nie przestała mnie drażnić do dziś — a leczę się od niemalże dwóch miesięcy. 

psychiatryk

Dlaczego właśnie tutaj?

— A Ty za co tu jesteś? — usłyszałam z któregoś punktu w pokoju. Pytanie brzmiało przynajmniej tak, jakbyśmy nie znajdowały się w szpitalu psychiatrycznym, a były częścią świata bohaterek ze słynnego serialu „Orange Is The New Black”. Po krótkim czasie zaczęłam opowiadać swoją historię. Żeby złapać w ramy moje życie, trzeba by było skorzystać z usług stolarza i zrobić to na zamówienie. Na osi tych dwudziestu sześciu wiosen nie jest możliwe zmieszczenie tak ogromnej masy doświadczeń. 

— Trochę przegięłam — wydukałam w końcu z siebie. 

— Ja mam „dwubiegunówkę”, przyjechałam tu w manii. Dziewczynooo… mi się wydawało, że jestem taka, jakby mi się bóg objawił, a ja występowałam w roli proroka. Zupełnie oderwało mnie od rzeczywistości. Chciałam zbawiać świat, przynajmniej tak, jakbym była wcieleniem nowego mesjasza. Chodziłam po tym korytarzu w jedną i w drugą stronę szukając punktu, w którym mogłabym głosić moje objawienie. Miałam najwyraźniej pamięć złotej rybki, bo za każdym razem byłam przekonana, że podchodzę do oddziałowych drzwi po raz pierwszy — jedna ze współlokatorek rozpoczęła swój monolog. 

— Ale zanim zgłosiłam się do psychiatryka, to leżałam w łóżku trzy miesiące. Nie byłam w stanie zrobić nic. Gapiłam się w sufit z taką namiętnością, jakby był przynajmniej niezwykłym dziełem sztuki. Totalna depresja, kompletnie nie nadawałam się do życia. To był właśnie epizod depresyjny — lokata brunetka ciągnęła dalej.

— A teraz w jakim stadium choroby jesteś? — zapytałam z żywym zainteresowaniem. Bądź co bądź, zawiłości ludzkiej psychiki fascynowały mnie od zawsze. 

— Epizod mieszany. Działa to trochę jak sinusoida, raz stan maniakalny, za chwilę maksymalnie obniżony nastrój. Wciąż uczę się wyłapywać te stany. Potrafiąc to robić, można odpowiednio dobierać leki i zmniejszać pole rażenia choroby.

Chciałam zapytać, czy choroba afektywna dwubiegunowa w ogóle jest uleczalna, ale moja rozmówczyni wyprzedziła moje myśli.

Tego nie da się na ten moment wyleczyć. Ale przy odpowiedniej wiedzy i będąc pod opieką lekarzy, można wypracować nawet kilkuletnie okresy remisji, czyli tego stanu, który obiektywnie jest uznany za normalność. 

— Skoro jesteś tu tyle tygodni, to… jaki czas remisji zdołałaś przeżyć?

— Jeden dzień. 

Zatkało mnie. Jeden dzień spokoju po tylu miesiącach spędzonych w szpitalu? Taka izolacja wydaje się pogłębiać każdy z epizodów występujących w ChAD. Trzeba jeszcze dodać, że czas pobytu mojej rozmówczyni, podobnie jak mój, przypadł na okres rozwoju koronawirusa, co powodowało dodatkowe obostrzenia generujące obciążenie psychiczne. 

Zero odwiedzin bliskich sprawia, że poczucie bycia samotnym pogłębia się, a pacjenci odczuwają większy stres. Ścisły rewers dla nowo przyjętych osób. Polega to na tym, że nie mają oni prawa opuszczania oddziału nawet na kilka sekund. Niektórzy mają przywilej jednego lub dwóch spacerów w trakcie dnia. Każdy z nich trwa pół godziny. To zbyt krótko by poczuć się wolnym, ale zbyt długo, by nie rozpłakać się z bezsilności. 

pobyt w psychiatryku

Wychodzę na przepustkę

— Ja tutaj jestem od czterech tygodni. Dzisiaj wychodzę na kilkugodzinną przepustkę, bo muszę załatwić kilka spraw urzędowych — wtrąciła druga współlokatorka — Niestety nikt inny tego za mnie nie zrobi. Nie wiem w co się ubrać, boje się stąd wyjść — mówiła dalej blondynka o niebieskich oczach. 

Wydawało mi się, że wyjście poza szpitalne mury powodowało nagłe pojawienie się ogromnych ilości kortyzolu w mózgu mojej współlokatorki. Basia — bo tak na imię było niebieskookiej blondynce — miała realny problem ze wszystkim, co wiązało się z opuszczeniem tego psychiatrycznego przybytku. Przerastały ją tak prozaiczne kwestie, jak wybór koloru koszulki, czy spodni. Rozważała to przez zdecydowanie zbyt długi czas. Jej niesprecyzowane ruchy, wykonywane w jakby zwolnionym tempie, powodowały we mnie przerażenie. Wystraszyłam się, że za kilka tygodni sama mogę mieć problem z wyborem majtek. Zadawałam sobie pytania o to, czy taki stan powodowany jest dobranymi lekami, czy może jednak wynika bezpośrednio z tego, że Basia jest zwyczajnie flegmatyczna. 

— Jestem DDA, a dodatkowo też z rodziny dysfunkcyjnej. Trafiłam tutaj po próbie samobójczej, a i teraz nie jestem pewna, czy cieszę się, iż mi się ona nie powiodła. Mam pracę, którą lubię, dobrego chłopaka, perspektywy, a mi się nie chce żyć, czaisz to? Kiedyś uwielbiałam długie kąpiele w wannie, potem w depresji nie miałam już sił nawet na to, aby codziennie wziąć choćby krótki prysznic. Zaczęłam zachowywać się jak moja matka i od rana zaglądać do kieliszka. Bywało już tak, że o dziewiątej byłam na totalnym rauszu i w takim stanie chodziłam do pracy. A teraz po prostu nie mam już sił. Czuję się jak ktoś będący w śpiączce i podłączony do tej machiny, która podtrzymuje mu funkcje życiowe — Baśka na chwile ożywiła się podczas opowiadania swojej historii.

przepustka ze szpitala

Dotknęłam dna. Absolutnie.

— Ja po prostu wywróciłam sumienie na drugą stronę — wydukałam wreszcie. Głupio mi było zachować powody, przez które wylądowałam w psychiatryku, podczas gdy wysłuchałam właśnie tak śmiałych wynurzeń — problemy ze sobą mam odkąd pamiętam, ale w trakcie dwóch miesięcy przed tym, jak wylądowałam tutaj, dosłownie i w przenośni dotknęłam dna. Coś mi się stało, straciłam kontakt z rzeczywistością, zupełnie jakbym się od niej odkleiła. Wdałam się też w najbardziej toksyczną relację, w jaką tylko mogłam. Pozostawałam pod silnym wpływem manipulacji. Czułam się jak lalka, którą ktoś pociąga za sznurki. Myślałam, że się zakochałam. Zaczęłam bełkotać coś o zapędach poliamorycznych, ale w rzeczywistości okazało się, iż byłam jedynie marionetką w spalonym teatrze. Im dalej ode mnie znajdował się ten manipulant, tym silniej czułam, jak chemia w mózgu zaczyna wracać mi na odpowiednie tory — starałam się zarysować obraz całej sytuacji, ale tak naprawdę nie mówiłam zbyt wiele. Rzeczy, jakich się wstydzę, jest bardzo mało, ale ta konkretna sytuacja powoduje u mnie odruch Pawłowa. Zbiera mi się na wymioty za każdym razem, gdy wracam do niej myślami. 

— Spokojnie, chodź zajarać — rzuciła lokata brunetka, czyli Sylwia — lepiej ci się zrobi. Pomyślałam wtedy, że z całą pewnością potrzebuję właśnie nikotyny. Skoro już nie mogłam liczyć na wsparcie demonów w postaci alkoholu, xanaxu i trawki, pozostawał tytoń. 

szpital psychiatryczny

Centrum oddziału: palarnia

Oddział liczy kilkanaście pomieszczeń. Jedne mieszczą w sobie więcej łóżek, inne mniej. Niektóre pokoje są monitorowane przez całą dobę. Oprócz sypialni są jeszcze miejsca takie jak sala terapeutyczna, gdzie odbywają się zajęcia artystyczne. Jest też stołówka z telewizorem wyświetlającym propagandowe treści TVP i palarnia, w której pacjenci spędzają najwięcej czasu. 

Gdy przyjechałam do szpitala, byłam niepaląca. Zdarzało mi się zakurzyć przy piwie, ale w trybie stałym nie potrzebowałam nikotyny. W szpitalu psychiatrycznym zaczęłam palić na nowo. To właśnie na palarni poznałam innych, przedstawiono mi zasady panujące na oddziale i opowiedziano sporo anegdotek związanych z poczynaniami tych, którzy opuścili już te mury beznadziei. 

Sama palarnia na oddziale zamkniętym jest miejscem przerażającym. Głośna wentylacja, szare rury zawieszone pod sufitem i zielone ściany, które lekko zachodzą żółcią wynikającą z nieustannie dymiących się tam papierosów. We wnętrzu można odszukać co najmniej przerażające napisy. Niby „Wiara, nadzieja i miłość” wypisane czerwoną kredką na ścianach nie brzmi najgorzej, ale w tamtejszych warunkach prezencja tych słów traci na atrakcyjności. Odpaliłam papierosa, po cichu przedstawiłam się kilku osobom w pomieszczeniu. 

— Taka młoda i ładna, co ty tu robisz? — odezwała się starsza kobieta na wózku inwalidzkim. Nienawidzę takich pytań. Nawet jeśli w ich podszyciu jest element troski, to absolutnie zawsze działają jak płachta na byka. Choroby, czy zaburzenia się nie wybiera. Takie sytuacje po prostu się zdarzają, a wiek i uroda nie mają z tym nic wspólnego. Robin Williams był utalentowanym aktorem i komikiem, który natchnął wielu ludzi do robienia licznych pozytywnych treści, ale wszystko to nie sprawiło, że zmarł śmiercią naturalną. Skubany sam wybrał sobie datę do wpisania na pomnik — 11 sierpnia 2014 powiesił się, przegrywając w ten sposób swoją wieloletnią walkę z depresją. 

— Leki!!! — do palarni dotarł głośny krzyk jednej z pielęgniarek. 8:30 — pierwsza porcja regulowania moich emocji właśnie została przygotowana. Nie pytałam o specyfiki, jakie zażywam, po prostu połknęłam garść różnokolorowych tabletek.

PS: To nie jest pamiętnik z prawdziwego zdarzenia. Wygląd osób, imiona, a także reakcje i historie są zmienione na potrzeby wpisów. Sens zostaje zachowany, ale nie rezygnuje również z poszanowania cudzej prywatności. Mam nadzieję, że jest to jasne. 

psychoterapia

Mia Yakashtam

Piszę o pobycie w szpitalu psychiatrycznym oraz o swojej własnej walce z zaburzeniami osobowości typu borderline i chorobie afektywnej dwubiegunowej.

Jeśli odczuwasz, że stoisz na krawędzi lub potrzebujesz pomocy specjalistów z innych powodów, skorzystaj z poniższych linków/telefonów:

www.autoagresywni.pl — w ramach wsparcia;

800 70 2222 — całodobowy telefon (dyżurują psychologowie);

116111 — telefon wsparcia dla dzieci i młodzieży;

116 123 — telefon wsparcia dla dorosłych;

800 108 108 — wsparcie dla osób będących w żałobie;

http://www.pogotowieduchowe.pl — pogotowie duchowe (całodobowe);

http://www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki-interwencji-kryzysowej — ośrodki interwencji kryzysowej;

815 346 060 — całodobowy telefon zaufania

Nie bój się prosić o wsparcie i pomoc!