choroba afektywna dwubiegunowa

Masz już jakąś diagnozę? Wyznaję swoje grzechy.

Kolejka do leków przypominała jedną z tych, które widziałam na Kubie. Tak jak tam socjalizm ustawiał ludzi w równym rządku po ryż, cukier i sól, tak w psychiatrycznej codzienności pacjenci grzecznie czekali na porcję swoich kolorowych tabletek. Jedna na psychozę, inna na wyciszenia, jeszcze inna po to, żeby zasnąć i nie budzić się z powodu kolejnego koszmaru sennego. 

jak jest w psychiiatryku

Zwróciłam uwagę na kilka osób. Starszy mężczyzna ledwie stał na nogach. Nie mówił, jednak odnosiłam wrażenie, że nic nie byłoby w stanie zagłuszyć myśli w jego głowie. Ktoś powiedział, że jego problemem jest demencja. Zdarzały się przypadki defekacji w losowych miejscach z jego udziałem w roli głównej, często zapominał który pokój jest zamieszkiwany przez niego. 

Kobieta na wózku inwalidzkim była straszną gadułą. Jej stan fizyczny był konsekwencją wypadku samochodowego, w jakim brała udział. Na moje jednak lista jej czysto fizycznych schorzeń była znacznie dłuższa. Teresa potrafiła samodzielnie chodzić. Potrzebowała do tego kuli, a jej kroki były bardzo niepewne, ale gdy łapał ją silny głód nikotynowy, jej dolegliwości jakby przestawały istnieć. Sęk w tym, że to nigdy nie działało w drugą stronę. Zawsze starała się znaleźć jelenia, który będzie ją zawoził, a często również zanosił do łóżka. Jej potrzeba atencji była znacznie większa niż ta, z jaką do czynienia mają milenialsi odpalający kanały na YouTube. 

Wzięłam leki i poszłam zapalić. Odpalałam właściwie jednego papierosa od drugiego. Stres i strach były u mnie na bardzo niebezpiecznym poziomie. Dokładnie w tym punkcie, gdy rodzą się we mnie myśli autodestrukcyjne. Nigdy nikomu nie chcę robić krzywdy, więc w razie nagłego wytrysku kortyzolu w mózgu, ranię sama siebie — fizycznie lub psychicznie. 

szpital psychiatryczny

Nie traktują nas poważnie

— Cześć, Ewa jestem! — podeszła do mnie dziewczyna, której nie dałabym więc niż szesnastu lat. W rzeczywistości była nieco starsza, choć ja dla niej byłam już dinozaurem. Laska miała mnóstwo energii, szarpało ją na wszystkie strony i nie potrafiła usiedzieć z tyłkiem w jednym miejscu. Przedstawiłam się, niepodobnym do mnie, cichym tonem. 

— Masz już jaką diagnozę? — zapytała Ewa.

— Jedynie tą z którą tutaj przyjechałam. Mówią, że to borderline.

— Przejebane, ja też mam bordera, oni w ogólnie nie traktują tego zaburzenia poważnie.

Przestraszyłam się więc, ponieważ w przypadku zdiagnozowanych osób z borderline i osobowością zależną procent śmiertelności wynosi niemalże 10.  

— Jak nie masz choroby psychicznej, to cię tu trzymają proforma — ciągnęła Ewa.

— A ja to nawet nie wiem, na co oni mnie tu trzymają. Przecież ja jestem okazem zdrowia — oświadczyła siedząca na swoim wózku Teresa, zaciągając się dymem papierosowym tak mocno, że aż mnie w płucach zabolało. 

Ktoś wszedł do palarni. Mężczyzna był totalnie odrealniony, przeklinał głośno, przez cały czas mając słuchawki w uszach. Pomiędzy kolejnymi kawałkami mięsa wypadającymi z jego ust, dało się słyszeć nieudolne próby śpiewania hitów Martyniuka. Wyjątkowo nieudolne. Wyciągnęłam Marlboro z kieszeni. Od razu dopadło mnie stado tytoniowych sępów. Dopiero później nauczyłam się chodzić na palarnię z wyliczoną liczbą szlugów. 

pobyt w szpitalu

Rozmowa z lekarzem

— O, a ja pani szukam po całym oddziale — usłyszałam głos lekarki stojącej w progu nikotynowej oazy. Od razu oddałam świeżo odpalonego papierosa przypadkowej osobie i wyszłam na korytarz. 

— Nazywam się Alicja Kowalska i jestem pani lekarką prowadzącą — oświadczyła brunetka.

— Chciałabym chwilkę z panią porozmawiać — rzuciła, a następnie zaprosiła mnie gestem dłoni do podążania za nią. Weszłyśmy do części oddziału, gdzie pacjenci na co dzień nie mogą spacerować. Drzwi gabinetu zamknęły się, zostałam poproszona o zajęcie miejsca na fotelu. 

— Z czym pani do nas przyszła i czego oczekuje? — lekarka zadała idiotyczne pytanie, na jakie odpowiedzią może być wszystko i nic. 

— Niczego nie oczekuję, bo i nie wiem, czego bym mogła. Moi bliscy uważają, że potrzebuję opieki specjalistów. 

— Dobrze, domyśla się pani, z jakiego powodu tak jest?

Tutaj odpowiedź była dość jasna i konkretna. Kilka tygodni wcześniej połknęłam garść tabletek, a na oddział trafiłam z przeświadczeniem, iż jeśli ktoś nie zwiąże mnie i nie będzie nade mną czuwał cały dzień, to się po prostu zabiję. Nie były to groźby bez pokrycia. Wszystko zaplanowałam. Od dawna, jeśli nie od zawsze, nie mam woli życia. Mam na nie apetyt i potrzebę przeżywania wszystkiego na wyjątkowo wysokich obrotach, ale woli życia we mnie nie ma ani odrobiny. 

Zasypałam lekarkę swoim monologiem. 

— Na czym polega różnica między wolą a apetytem, o jakich pani wspomina?

— Chodzi mi o to, że nawet jeśli wszystko by się układało w odpowiednim dla mnie rytmie i miałabym pewność, że nic się w tej materii nie zmieni, to zapytana o to, czy chcę żyć, czy nie, zawsze wolałabym zniknąć — pociągnęłam dalej. 

— Ostatnie dwa miesiące były dla mnie piekłem na ziemi. Wplątałam się w relację, od której wielokrotnie próbowałam uciec, ale niestety moje działania były zupełnie niekonsekwentne. Miało to  ścisły związek z pewną osobą. Znał wszystkie moje słabości, co umiejętnie wykorzystywał. Stało się zbyt wiele, żebym mogła to wytrzymać. Zrobiłam coś na tyle złego, że nie potrafiłam wytrzymać tego na trzeźwo. Piłam więc na umór, mało spałam, paliłam jointy na potęgę, a do tego brałam leki dosłownie garściami. Wszystko, byleby uciec od swoich myśli, od samej siebie. Zaczęłam się nienawidzić. Moje odbicie w lustrze przyprawiało mnie o mdłości. Wreszcie nie wytrzymałam i wzięłam wszystkie psychotropy, jakie były pod ręką. Całość zapiłam wódką, która chyba ostatecznie uratowała mi życie, bo po prostu zaczęłam wymiotować. 

pobyt w szpitalu

Czy słyszałaś o ChAD?

— Czy słyszała pani kiedyś o czymś takim jak choroba afektywna dwubiegunowa? — zapytała kobieta w białym fartuchu. 

— Słyszałam, ale nie zgłębiałam tematu, bo wydaje mi się, że to raczej zaburzenia emocjonalne, a nie choroba psychiczna. 

Kobieta nie skomentowała mojej opinii. A ja kontynuowałam — Boję się stabilizacji. Wszystko to, co ludziom wydaje się ważne i bezpieczne, dla mnie nie dość, że nie ma wartości, to jeszcze mnie przeraża. Wizja założenia rodziny, zamieszkania w ładnym domu pod lasem i urodzenia dziecka to dla mnie coś strasznego. Najgorsze jednak jest to, że ja realnie tego nie chcę. To nie jest tak, że ja chciałabym, żebyście mnie wyleczyli. We mnie są jakby… dwie osobowości? Jedna ciągnie mnie w tą adrenalinową ciemność, a druga w podróż dookoła świata. Obie w jakimś sensie są dla mnie niebezpieczne. Ale nie ma we mnie ani odrobiny osobowości pragnącej stabilności w ogólnie rozumianym sensie.

— Może dlatego, że nie miała pani odpowiednich wzorców? — zapytała lekarka.

— Z całą pewnością ich nie mam. Zbyt wcześnie musiałam być dorosła, pochodzę zresztą z rozbitej rodziny, gdzie bywało różnie. Albo po prostu jestem nomadą? Czy nieprzywiązywanie wagi do rzeczy materialnych jest czymś złym? — pytanie nie zasłużyło na odpowiedź. 

— Nie potrafię się zmusić, żeby zakupy w miejscu takim jak IKEA były dla mnie miłym wydarzeniem. Nie zależy mi na dużym domu i gromadce dzieci. Zamiast tego wolę wędrówkę bez końca, imprezowanie w klubach techno i balansowanie na krawędzi życia i śmierci. Wchodząc w tę ciemność wiem, że ona kiedyś wreszcie mnie zabije, ale jeśli nie przekroczę jej progu, umrę z nudy i frustracji nad własnym życiem. Nie umiem doceniać, nie jestem w stanie cieszyć się z drobnostek. Przecież wszystko to, czego ludzie pragną mam na wyciągnięcie ręki. Jest przy mnie wspaniały mężczyzna, który wspiera mnie na każdym kroku mimo moich ostatnich przewinień. Moi rodzice też trwają przy mnie, mam oddanych przyjaciół, wymarzoną pracę i nic mnie nie ogranicza, a ja i tak jedyne czego chcę, to się zabić — kolejne słowa wylewały się ze mnie jak  struga wody z fontanny. 

choroba afektywna dwubiegunowa

A co jeśli stracę osobowość?

— A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja już sama nie wiem, ile jest mnie we mnie. Pogubiłam się we własnych uczuciach i emocjach. Nie mam pojęcia, co jest prawdziwe, a co wygenerowane przez zburzony umysł. Boję się, że jeśli to ode mnie odejdzie, to stanę się po prostu nudnym człowiekiem. To jest cała plejada sprzeczności. Czuję się jakbym przez całe życie jechała na wyjątkowo szybkim rollercoasterze. Już mi niedobrze od tych przeciążeń. Nie mam ani sekundy spokoju. Wydaje mi się wręcz, że ja nie wiem, czym ów spokój jest. 

Lekarka w spokoju wysłuchała mojego monologu, który podobnie jak ja sama, był z lekka rozchwiany. Zapisała coś, zadała  kilka dodatkowych pytań i oświadczyła, że leczenie będzie odbywało się tak, jak w przypadku ludzi cierpiących z powodu ChAD (choroba afektywna dwubiegunowa). Nie wykluczyła zaburzenia osobowości, ale i nie skłoniła się ku niemu po wysłuchaniu moich słów. Dowiedziałam się co i w jakich dawkach będę codziennie dostawać, a także w jaki sposób dawki będą podnoszone. Połowy jej słów nie zrozumiałam. Postanowiłam po prostu współpracować. 

Dokładnie to obiecałam bliskim — że podejmę próbę walki i zrobię wszystko, żeby wygrzebać się z tego emocjonalnego dołka. Nie wierzyłam ani odrobinę w powodzenie tej akcji, ale mimo to postanowiłam ten ostatni raz spróbować. Co ciekawe — jestem w szpitalu od dwóch miesięcy i wciąż uważam, że wypuszczenie mnie poza te mury to coś jak wyrok na moje życie. Nie odczuwam przemian, ale je dostrzegam. 

To już coś, zmiany widać na zdjęciach i ukazują się również w sposobie komunikacji z innymi. Może po prostu jeszcze do mnie nie dotarło, że warto przestać myśleć o lekarzach jako o bandzie jełopów, co to całe studia przelecieli na ściągach schowanych w długopisach. Ale o tym później. Na razie musicie wspólnie ze mną przetrwać miesiąc na oddziale zamkniętym. Spędzony tam czas jednoznacznie udowodnił mi, że zawsze może być gorzej, a ja sama nie jestem jedyną osobą zmagającą się z problemami natury emocjonalnej. To wszystko niby się wie, niby ta teoria wszystkim jest znana, ale wierzcie mi — praktyczną stronę tych słów zaczyna się rozumieć dopiero, gdy ktoś odbierze wam wolność. 

PS. Ten cykl to pamiętnik pisany podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Na potrzeby wpisów imiona, wygląd i niektóre historie zostają zmienione, jednak sens pozostaje ten sam. Taki zabieg jest potrzebny, aby nie wchodzić nikomu w jego życie w ubłoconych butach.

Mia Yakashtam

Piszę o pobycie w szpitalu psychiatrycznym oraz o swojej własnej walce z zaburzeniami osobowości typu borderline i chorobie afektywnej dwubiegunowej.

Jeśli odczuwasz, że stoisz na krawędzi lub potrzebujesz pomocy specjalistów z innych powodów, skorzystaj z poniższych linków/telefonów:

www.autoagresywni.pl — w ramach wsparcia;

800 70 2222 — całodobowy telefon (dyżurują psychologowie);

116111 — telefon wsparcia dla dzieci i młodzieży;

116 123 — telefon wsparcia dla dorosłych;

800 108 108 — wsparcie dla osób będących w żałobie;

http://www.pogotowieduchowe.pl — pogotowie duchowe (całodobowe);

http://www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki-interwencji-kryzysowej — ośrodki interwencji kryzysowej;

815 346 060 — całodobowy telefon zaufania

Nie bój się prosić o wsparcie i pomoc!